26 grudnia 2004

# 82

Istnieje taka teoria dotycząca wiedzenia życia w szczęśliwości, która mówi, że trzeba wyznaczać sobie niemożliwe do zdobycia cele i starać się je realizować - wtedy wszystko to, co przeżywamy po drodze, te cele pomniejsze (nasuwa mi się tu skojarzenie typu checkpoint, za dużo gier kiedyś...) w ogólnym rozrachunku dają nam uczucie sytości. Myślę sobie jednak, że jeśli ktoś faktycznie dąży do osiągnięcia niemożliwego, to kolokwialnie mówiąc ma w dupie to, że po drodze zrobił tysiąc fajnych rzeczy - raczej pluje sobie w brodę, że mu się nie udało.

Człowiek zakłada sobie, że chce być właścicielem sieci reastauracji. Marzy o kolosalnych zyskach, o jadłodajniach ze swoimi inicjałami w całym kraju, o renomie, o szczytach w rankingach popularności. I jeśli zaczyna od zera, a udaje mu się założyć tylko trzy restauracje, to wydaje mi się, że nie myśli sobie, że to i tak coś, że nauczył się wielu rzeczy, ma trzy wspaniałe restauracje, poznał mnóstwo nowych ludzi... Myślę, że nie zwraca na to uwagi, bo w głowie ma rysunek McSieciKowalski i psioczy, że zamiast piećdziesięciu są tylko trzy, że daleko im do ideału, że nie spełniają jego wyobrażenia i że nic nie udało się tak, jak chciał.

Może źle kombinuję, generalizuję, owszem. To oczywiście tylko model, na którym gdybam sobie ja, niedoszła-przyszła socjolog. A mój prywatny model jest taki, że wolę sobie co chwila wyznaczać jakiś mały cel, taką tygodniową zajawkę, dzięki której cały tydzień nie ciągnie się jak glut. Tak jak z tymi światecznymi prezentami - czekałam kilka tygodni, żeby zobaczyć uśmiech na twarzach tych paru osób. Zleciało błyskawicznie, a było na co czekać. Teraz kolejna zajawka - rocznica w Sylwestra czyli podwójna okazja do świętowania, kolejne prezenty (tym razem przy założeniu, że nie mogą być kupione, handmade only), wyjazd do Żywca, fajerwerki, życzenia o północy, nadzieje i proroctwa na Nowy Rok.

Dzięki temu wiem, że jest jakiś sens w tym, co robię, inaczej każdy dzień wyglądałby tak samo, a w wieku lat 21 czułabym się jak czterdziestoletnia urzędniczka z ZUSu, wcinająca kabanosa spod biurka pomiędzy jednym interesantem a drugim.

Brak komentarzy: